Ale daliśmy radę... Choć bywało różnie. Czasem kiedy bunt znikał wychodziło słońce i mimo, że wakacje były krótkie udało się nam spędzić większość czasu na plaży, w przyjemnym cieple.
A jak Wy radziłyście sobie z buntem, ja chyba zaczynam go traktować jako kolejnego członka rodziny...
Oczywiście pierwsza rzecza jaką sprawdziłam kiedy wyjazd był już pewny to... czy sa jakieś biegowe zawody w okolicy. Ten typ tak ma, żeby nie powiedzieć świr tak ma ;)
No i zaraz się zapisałam.
Trasa do łatwych nie należała, deszcz i chłód nawet nie przeszkadzał, miłe ochłodzenie po ostatnich treningach w upałach.
Ale na metę wpadłam jak szalona :)
Czego chcieć więcej?
Teraz walczę z moherem w kolorze czarnym...
Kolejny raz pruje, obliczam, wymyślam i powoli już mam go dosyć...
Pani zniecierpliwiona bo ile można czekać, a ja zła, bo nie bee oddawać jakiegoś dziadostwa...
Uff... dzisiaj go kończę i już!









