piątek, 24 lipca 2015

Wakacje :)

No pojechaliśmy we czwórkę ja, Mąż, Helena i... bunt...podobno dwulatka...
Ale daliśmy radę... Choć bywało różnie. Czasem kiedy bunt znikał wychodziło słońce i mimo, że wakacje były krótkie udało się nam spędzić większość czasu na plaży, w przyjemnym cieple.
A jak Wy radziłyście sobie z  buntem, ja chyba zaczynam go traktować jako kolejnego członka rodziny...

Oczywiście pierwsza rzecza jaką sprawdziłam kiedy wyjazd był już pewny to... czy sa jakieś biegowe zawody w okolicy. Ten typ tak ma, żeby nie powiedzieć świr tak ma ;)
No i zaraz się zapisałam.

Trasa do łatwych nie należała, deszcz i chłód nawet nie przeszkadzał, miłe ochłodzenie po ostatnich treningach w upałach.

Ale na metę wpadłam jak szalona :)






Pojadłam, pobiegałam, polepiłam babek z piasku i pospałam :)
Czego chcieć więcej?




Teraz walczę z moherem w kolorze czarnym...
Kolejny raz pruje, obliczam, wymyślam i powoli już mam go dosyć...
Pani zniecierpliwiona bo ile można czekać, a ja zła, bo nie bee oddawać jakiegoś dziadostwa...
Uff... dzisiaj go kończę i już!






piątek, 17 lipca 2015

"Na potęgę posępnego czerepu, mocy przybywaj..."

Musze przyznać, że ktoś bezczelnie kradnie mi moc...
Od jakiegoś tygodnia czuje zdecydowany jej spadek.
Podobno istnieje coś takiego jak zmęczenie, krytyczny poziom baterii i nagle okazuje się, że nie jest się już terminatorem...

Pomysły gdzieś pochowały się w głowie, ja nadal męczę czarny moher, który ewidentnie nie chce współpracować. Bunt jakikolwiek postanowił zamieszkać razem z nami i Heleną... A tutaj presja, bo trening trzeba zrobić, wyspać się wypada a i na obiad trzeba coś wymyślić.

Ale w końcu siedzę w domu, mam warzywniak na działce, balkon pełen roślin, szafę pełną włoczki, zamówienie na swetry, treningi, bo kolejny bieg, bo kolejny półmaraton, bo maraton...

Nie zapominajmy o tym, że spiżarnię trzeba zapęłnić na zimę, bo przyjemnie wcina się dżem porzeczkowy podczas zimowego śniadania :)

Nooo... i tak pewnie o czymś zapomniałam ;)



Miłego weekendu!



czwartek, 16 lipca 2015

Uwielbiam

Wpatrywać się godzinami w ogródek... Zupełnie jakbym miała tajemną moc i swoim spojrzeniem powodowała,że warzywa i zioła dzięki temu rosną...
Lubię zapach mokrej ziemi. Nie przepadam za peleniem, wyrywaniem chwastów ale i to ma swój urok, szczególnie po skończonej pracy, kiedy wszystko wygląda tak...pięknie :)

Nigdy bym siebie o to nie podejrzewała, że będę tęsknic za takimi rzeczami.
Brakuje mi tylko widoku takiego porannego ogródka z okna, żebym tuz po przebudzeniu mogła na niego zerknąć i zobaczyć co zjem dzisiaj na śniadanie czy obiad :)

Kto mnie zna pewnie sobie pomyśli, że nie do końca jestem normalna, bo przy tylu zainterowaniach jakie posiadam są one niesamowcie rozbieżne! Od worka bokserskiego, po bieganie w deszczu i śnieżycy aż do pielegnacji delikatnych roślin ;)

Tak już mam - typowa kobieta i same sprzeczności :)




Zdjęcia z telefonu, więc przepraszam za jakość :)
Zmykam na kanapkę z rukolą i sałatą masłową z masłem szałwiowym :)
Dobrej nocy!

wtorek, 14 lipca 2015

Normalność - nienormalność

Dzieciaki niestety chorują i czasami bez szpitala obyć się nie można.
W najmniej oczekiwanym momencie i na nas trafiło. Na szczęście szybko Helenka doszła do siebie i wyszłyśmy bez żadnej traumy. Leki podawane dożylnie, pobieranie krwi, wenflony to wszystko zapamiętała ale ani razu nawet nie pisnęła - no może przy zdejmowaniu plastra ;) Jestem z niej bardzo dumna :)

Sam pobyt w szpitalu nie jest mi straszny, w końcu tam pracuję i bardzo lubię tą pracę.
Jednak nigdy nie wiadomo na kogo się trafi - my miałyśmy szczęście, same miłe pielęgniarki :) No, z jednym wyjątkiem, ale podobno wyjątek tworzy regułę ;) Tak jest w każdej pracy, w urzędach, w sklepie, w przychodni, w banku...
A taka jedna osoba, która manifestuje swój zły dzień wszędzie i wszystkim dookoła wystawia opinie nie tylko sobie ale i całej swojej grupie zawodowej.

Hela po diecie, jedzeniu chrupek i wafelków ryżowych kiedy poczuła się już lepiej postanowiła sama uzupełnić sobie witaminy i...zjadła mi prawie całą pietruszkę z balkonu! :)
Dojadła jeszcze świeżą bazylią ;)

Tymczasowa izolacja w domu i trzeba było kombinować co tutaj robić :)

I okazało się, że nie tylko książeczki są jej pasją ;) Rośnie mała ogrodniczka :)



Lobelia.














poniedziałek, 6 lipca 2015

Color Run for Colors Runner :)

Byliśmy!
I było fajnie.
Dziecko zadowolone, bo dziecko brudne zawsze jest szczęśliwe :) A jak "brud" jest w kolorach tęczy to szczególna radość :)




Zdjęcia FotoMaraton.







piątek, 19 czerwca 2015

Mięta

Uwielbiam!
W tym roku moja "stara mięta" otrzymała nowe lokum i nowego kumpla - w tym roku dokupiłam w sklepie ogrodniczym malutka miętę i tym razem to one rządzą na moim balkonie:)
Czas chyba otworzyć sezon na domowe Mojito- lub Modżajto ja kto woli ;)

W donicy po mięcie zamieszkały zioła - tymianek, majeranek, i dwie pietruszki. Majeranek i pietruszka zwykł jak zwykle wyhodowana z nasion. Resztę kupiłam ale jak widać towarzystwo bardzo im odpowiada :)





No i bazylia... Helena w ciągu dnia urywa sobie listek i wcina jak szalona :)


Zapowiadaja się pyszne wakacje :)



sobota, 13 czerwca 2015

Dawno, dawno temu...

Nooo tyle mnie nie było...
Ale pogoda nas skutecznie zmusza abyśmy jak najwięcej czasu spędzały na dworze!
Do tego treningi i reszta bujania (biegania) w chmurach ;)

Ale czas już na pierwsze zbiory z mojego warzywnego ogródka :)

Pracy dużo, zbiorów jak do tej pory niewiele, ale ile satysfakcji i radości!
Dzisiaj po porannym starcie biegowym - tak kolejny medal do kolekcji czas było zabrać się za porządki w warzywniaku... i tym sposobem umknęła mi gdzieś cała sobota...

Zioła ususzone/ zamrożone, masło szałwiowe pochłonięte i wypad po kwiaty białego bzu wraz z mamą załatwiony! :)

Efektem mojej niechęci do lenistwa są najcudowniejsze zapachy czerwca - zioła, truskawki, kwiaty czarnego bzu, dzika róża... szaleństwo! ;)

Musze przyznać , że w tym roku ogródek opanowały żółte poziomki, są przepyszne ale to chyba jakieś zmutowane okazy!



Poziomki Yellow - duże, słodkie o niebiańskim zapachu i mam ich mnóstwo!


To podobno jest szałwia muszkatołowa - znacie? Można ją dodawać do deserów i podobno kwiaty ma przecudnej urody.


 Kącik ziołowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Rośnie jak szalony a sam pomysł wsadzenia ziół do gruntu na nie swojej działce był ostatnią deską ratunku dla nich :)



Każdego roku zachwycam się jak pięknie kwitnie szałwia!




Truskawki pnące - prezent od mojej mamy. Kiedy zjadłam już wszystkie owoce, zrywając je ukradkiem na balkonie, krzaczki posadziłam na działce, Systematyczne skracanie rozłogów spowodowało, że szybko i przepysznie owocują :)



Bańkowe szaleństo!




Trzeba się tylko nauczyć rozpoznawać, które są dojrzałe, bo na pierwszy rzut oka wszystkie zielone, ale zapach cudny!

A teraz zdjęcie z porannego biegu po zdrowie :)
Fot. Anna Strojna




Fot Waldemar Kaiser, mmpoznan.pl

Miłej niedzieli życzę temu, kto dotrwał do końca ;)




wtorek, 26 maja 2015

Pierwsza połówka...

Za mną!!! :)
Znaczy pierwszy, oficjalny Półmaraton zaliczony!

Było ciężko, ponieważ mimo przygotowań, które do łatwych nie należały 3 dni przed startem złapało mnie przeziębienie i to z tych co trzymają i puścić nie chcą!

Postawiłam na naturalne metody leczenia i faszerowałam się czym tylko mogłam! Do tego postanowiłam skutecznie przekonać siebie, że dam radę wystartować i... udało się :)

Mimo, że czułam osłabienie, brak formy takiej na jaka pracowałam, pobiegłam w 30 stopniowym upale.
taktyka uległa zmianie z dnia na dzień ale myślę, że wyniku nie mam się co wstydzić - 2:03:04 :)

Jest co pobijać :)

Helena też miała swój debiut - Bieg Lwiątek na dystansie 100 metrów.
Jestem z niej taka dumna! Przebiegła cały dystans, sama z asekuracją taty! Urodzona biegaczka ;)
Szkoda tylko, że cała atmosferę biegów dziecięcych zepsuli rodzicie swoimi chorymi ambicjami...
Ciągniecie 3-letniego, płaczącego dziecka za rękę na siłę, że prawie przeleciał na mecie ale był pierwszy było naprawdę chore...





Hmmm, powoli robi się jakiś blog sportowy...
Ale co ja poradzę, że mam mnóstwo pomysłów na spędzanie wolnego czasu?
Pozdrawiam Was ciepło :)


wtorek, 19 maja 2015

Zapachniało

Ziołami, bo jak co roku parapety zostały opanowane!

Jak zawsze było kilka niewypałów, konieczne było dosiewanie ale w tym roku po raz pierwszy mam bazylie cytrynową. Niestety nie w ilości jakiej bym sobie tego życzyła...

Na parapetach miejsca brakuje, ale jak pięknie pachnie :)
Bazylia, majeranek i nawet trawa cytrynowa - co z niej wyrośnie to się okaże ;)


 Truskawki :)







sobota, 9 maja 2015

Troll na balkonie

Chwila dla siebie.
I co tu robić? no co?!?

Raz w tygodniu wypada chwila dla mnie, kiedy przez 1,5 godziny jestem sama w domu...
Jak tylko zamykają się drzwi za resztą ekipy mój mózg zaczyna pracować na podwyższonych obrotach...ba! podwyższonych to mało powiedziane - pracuje jak szalony!
Balkon, obiad, sprzątanie, druty, maszyna do szycia, zaległe maile i lenistwo...

Dzisiaj postanowiłam - nic nie robić...długo nie wytrzymałam ;)

Zaległy post czeka na napisanie...bo na moim balkonie zamieszkał...Troll.
Tak, Troll. Sprowadzony przez mojego męża. Wypatrzył go w sklepie ogrodniczym :)



To miłorząb japoński o wdzięcznej nazwie Troll :) Jest to odmiana niska, rosnąca do 1,5 metra. Czekam tylko niecierpliwie, czy okaże się to prawdą ;)



Praca na balkonie wre ale mam też swojego pomocnika, który uwielbia pomagać :)



Przez zimę dokarmialiśmy ptaki i mimo, że karmnik został schowany na sezon letni to ptaki nie zapomniały o tym miejscu i chetnie towarzysza nam swoim śpiewem.

Miłego weekendu!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...